facebook

26 listopada 2014

Obituary – Inked In Blood [2014]

Obituary - Inked In Blood recenzja okładka review cover
"Inked In Blood" od początku wywołuje u mnie coś, co mądrzy ludzie nazywają odczuciami ambiwalentnymi. Spójrzcie zresztą sami. Z jednej strony mamy tu do czynienia z przyzwoitym (49 minut) zestawem typowych — nie mylić z topowym zestawem! — obitkowych numerów, spośród których kilka jest naprawdę fajnych i potrafi nieźle rozbujać. Nihil novi sub sole, ale takie 'Centuries Of Lies', 'Visions In My Head', 'Deny You' czy 'Violence' są co najmniej spoko. Z drugiej natomiast ta cała akcja z Kickstarterem budzi jakiś tam niesmak, tym bardziej, że kupy zebranych pieniędzy tak naprawdę na płycie nie słychać ani tym bardziej nie widać (wkładka godna singla). Żeby być szczerym, nie słyszę także kilku lat pracy nad tymi utworami, tego pieczołowitego dopieszczania szczegółów ani wylewającej się z każdej nuty twórczej ekscytacji, o których Obitkowcy tak chętnie nawijają w wywiadach.

23 listopada 2014

Carcariass – E-xtinction [2009]

Carcariass - E-xtinction recenzja okładka review cover
Zdaje się, że Carcariass pojawiło się pewnie cały jeden raz na łamach naszego bloga, a i to w kontekście jakiejś innej kapeli. Chyba więc najwyższa pora coś z tym zrobić, bo — jakby nie było — francuska grupa swoje lata ma i nawet dorobiła się własnego, całkiem oryginalnego stylu. Sęk w tym, że jest to dość wyjątkowy styl, kontrowersyjny to możne za mocne słowo, ale na pewno nie każdemu podchodzący. Cały myk polega bowiem na tym, że Francuzi grają dość mocno popową odmianę metalu: bardzo przystępną, melodyjną aż do szpiku kości, na poły instrumentalną (żeby nie denerwować babci w sąsiednim pokoju zbyt dużą ilością warczeń i pokrzykiwań), ale jednocześnie wirtuozerską i nieskazitelną pod względem produkcji.

20 listopada 2014

Cannibal Corpse – A Skeletal Domain [2014]

Cannibal Corpse - A Skeletal Domain recenzja okładka review cover
To się powoli staje nudne... Gdy tylko dobiegła do mnie informacja, że Kanibale mają zamiar nagrać ten krążek w Audiohammer, to — mając w pamięci, jak na tym wychodzili ich starzy koledzy z Deicide — zacząłem sobie układać w głowie plan, jak to trzeba będzie ich zjebać za taką decyzję i nieprzystające do stażu mizerne rezultaty. A tu niespodzianka, cały plan wylądował w koszu, bo się kurna wybronili. Brzmienie zmajstrowane w tym przybytku naprawdę (albo o zgrozo) daje radę, choć i tak jestem przekonany, że z Rutanem osiągnęliby więcej. Tak czy srak, wbrew wcześniejszym przypuszczeniom wszelkie minusy "A Skeletal Domain" skupiły się wokół, niby to niewiele znaczącej, oprawy graficznej, a przede wszystkim okładki, która jest co najmniej koszmarna. Za cholerę nie jestem w stanie pojąć, dlaczego się na nią zdecydowano – to największa kupa (kolorystyka wymusza takie skojarzenia), jaką kiedykolwiek mieli na froncie.

17 listopada 2014

Beyond Creation – Earthborn Evolution [2014]

Beyond Creation - Earthborn Evolution recenzja okładka review cover
Przy pierwszym przesłuchaniu zawiało grozą, bo nijak mi nie wychodziło, żeby Kanadyjczycy poprawili cokolwiek od czasu debiutu. W paru momentach nawet album brzmiał tak mdło, że ręka samoistnie wędrowała w kierunku przycisku "stop". Zanosiło się na kolejny, nijaki krążek, który możne spokojnie służyć jako podstawka pod kawusię. Na szczęście wiele lat przesłuchiwania olbrzymich ilości różnorodnego materiału odcisnęło na mnie swoje piętno i uodporniło na porywy serca. Toteż brnąłem, wbrew sobie, przez kolejne minuty "Earthborn Evolution" i robiło się tylko coraz ciekawiej. Początkowe zniesmaczenie organicznością materiału przerodziło się w konstatację, że to (w większości) celowy zabieg mający na celu wydobycie całego bogactwa gitarowych fajerwerków.

14 listopada 2014

My Dying Bride – Sinamorata [2005]

My Dying Bride - Sinamorata recenzja okładka review cover
Drugie oficjalne dvd My Dying Bride to bardzo solidny materiał, choć oczywiście pozostawia pewien niedosyt. Ale o tym za chwilę. Trzon wydawnictwa to dość długi (jakieś 86 minut) występ z listopada 2003 roku z Antwerpii. Pewnym zaskoczeniem/ciekawostką może być to, że większość stanowią numery stosunkowo nowe, przede wszystkim z "The Dreadful Hours" i nadchodzącego "Songs Of Darkness, Words Of Light". Największy staroć to zagrany pod koniec 'Sear Me', ale są też trochę nowsze – 'The Cry Of Mankind' (było nie było, największy hit zespołu) oraz 'A Kiss To Remember'. Całość została perfekcyjnie odegrana, a klimat sączący się z każdą minutą jest nie do podrobienia. Jeśli chodzi o muzyków, to zachowują się — jakby to kogoś zdziwiło — raczej statycznie, choć miejscami Ade i Hamish pozwolili sobie na nieco więcej życia. Osobna sprawa to Aaron (kapitalne białe wdzianko stylizowane na kaftan bezpieczeństwa!), któremu — mimo że porusza się (snuje) po scenie z werwą osiemdziesięciolatka po trzech zawałach — nie sposób odmówić ekspresji. Są oczywiście pozy ukrzyżowania, klęczenie pod statywem i — co osobliwe — śpiewanie z pozycji leżącej.

11 listopada 2014

Calm Hatchery – Fading Reliefs [2014]

Calm Hatchery - Fading Reliefs recenzja okładka review cover
Ktoś, gdzieś w kosmosie, wymyślił ongiś prostą zasadę, że od najlepszych należy wymagać więcej. To z jej powodu chłopaki z Calm Hatchery mieli przejebane zanim nawet zabrali się za komponowanie nowych songów, a przypuszczam że w momencie nagrań presja ostro dawała im się we znaki. Trzeba otwarcie przyznać, że mimo tych niesprzyjających warunków, zespół wyszedł z tej próby zwycięsko. Ponadto dwie kwestie w związku z "Fading Reliefs" są dla mnie pewne. Po pierwsze – Calm Hatchery na tyle umocnili swoją pozycję na rodzimej death'owej scenie, że promotorzy powinni zabiegać o ich względy. Po drugie – nowa płyta raczej nie zaszokuje/zaskoczy fanów zaznajomionych z poprzednimi wydawnictwami kapeli, bo nie ma tu aż tak wielkiego skoku jakościowego, jakiego byliśmy świadkami między "El-Alamein" a "Sacrilege Of Humanity".

8 listopada 2014

Sarcófago – The Laws Of Scourge [1991]

Sarcófago - The Laws of Scourge recenzja okładka review cover
Żaden ze słuchanych przeze mnie ostatnio albumów nie sprawił mi tyle frajdy, co drugi longplej brazylijskiego Sarcófago. Prawdziwa perełka w całej dyskografii muzyków, tak różna od topornego debiutu oraz przekombinowanego ostatniego długograja o wiele mówiącej nazwie "The Worst". Fantastyczne aranżacje, bezbłędne wykonanie, kilka, ale za to naprawdę cacanych, technicznych wrzutek i tony, jebane tony, zadziornej przebojowości i świeżości. Nie przypominam sobie zbyt wielu kapel, które w latach dziewięćdziesiątych, na ich początku – żeby być dokładnym, grałyby równie eklektyczną mieszankę thrashu, blacku, deathu i chuj wie czego jeszcze, a wszystko to brzmiało naturalnie, bez spiny i po prostu zajebiście fajnie.

5 listopada 2014

Formis – Mental Survival [2014]

Formis - Mental Survival recenzja okładka review cover
Nie ma co ściemniać, po Formis spodziewałem się znacznie więcej. Dosłownie. "Mental Survival" trwa jedynie 26 minut – i to łącznie z intrem, instrumentalem/outrem i bonusem. W związku z powyższym mam problem, jak traktować to wydawnictwo — jak epkę czy longpleja — ale skoro zespół upiera się przy tej drugiej opcji, to niech tak będzie. Zawsze to jakiś sensowny pretekst do marudzenia. Musicie mnie zrozumieć; jak już się trafia dobra muzyka, to jednak chciałoby się posłuchać choćby odrobinę więcej, a tak jak głupek co klika chwil trzeba przewijać do 'D.I.D.'. Od poprzedniego materiału minęły 4 lata, w międzyczasie doszło do niemałej rewolucji w składzie (z ekipy nagrywającej poprzedni materiał ostał się tylko Hubert Nowak), nic więc dziwnego, że zmieniła się i muzyka. Na lepsze czy gorsze? Ha! Na inną.

2 listopada 2014

Exumer – Possessed By Fire [1986]

Exumer - Possessed By Fire recenzja okładka review cover
Przy tak wielu zespołach, rok w rok produkujących tysiące nowych wydawnictw, oglądanie się na albumy dobijające trzydziestki dla wielu może wydawać się bezsensowną stratą czasu. Przecież teraz gra się szybciej, głośniej i ogólnie lepiej, produkcja (zwykle) jest nieskazitelna, no i wybór jest taki, że utwory odtwarzane jeden po drugim ciągnęłyby się tygodniami bez powtarzania się, ba, bez powracania do tego samego zespołu. Teoretycznie – sielanka i ogólnie raj na ziemi. Na considered dead blog mamy jednak trochę inne podejście i trochę innych, mam nadzieję, czytelników, którym nie trzeba tłumaczyć, dlaczego warto znać historię. Bo być może rzeczywiście, początki metalu nie były tak szybkie, tak głośne i tak wycyzelowane jak teraz, ale miały charakter. A przynajmniej większość z nich.

29 października 2014

Antropomorphia – Rites Ov Perversion [2014]

Antropomorphia - Rites Ov Perversion recenzja okładka review cover
Zajebisty powrót Antropomorphii sprawił, że "Rites Ov Perversion" była jedną z najbardziej — jak nie najbardziej — wyczekiwanych przeze mnie płyt tego roku. Z miesiąca na miesiąc moje oczekiwania rosły, nastawiłem się bardzo ostro i... nie zawiodłem się! Podopieczni Metal Blade rozbudowali skład o drugą gitarę, wyciągnęli co najlepsze z wcześniejszego krążka, zadbali o bardziej nośne riffy, no i proszę – wyszedł im album, który po prostu musi przekonać każdego fana klasycznego europejskiego death metalu. Wszelkie rozbudowane i wymyślne opisy są w tym miejscu zbędne, toteż i ja przynudzać nie mam zamiaru, bo "Rites Ov Perversion" jest dokładnie taka, jaka być powinna — ciężka, motoryczna (skoro za większość aranżacji odpowiada perkman...), klimatyczna i brutalna — a w ramach bonusa zaskakuje wyłącznie ponadprzeciętną chwytliwością.