facebook

17 sierpnia 2014

Misery Index – The Killing Gods [2014]

Misery Index - The Killing Gods recenzja okładka review cover
O sile i nielichym potencjale Misery Index mogliśmy się już nieraz przekonać, ale to, czego dokonali na najnowszym krążku to kompletna masakra. "The Killing Gods" dla Amerykanów jest w moich oczach i uszach albumem równie ważnym co "All Guts, No Glory" dla — nie tak przecież odległego muzycznie — Exhumed. Chodzi mi o to, że oba zespoły na tych płytach stylistycznie nie odeszły zbytnio od tego, co robiły wcześniej, ale podały swój materiał nieco inaczej (jedynie rozszerzając środki wyrazu), z większym polotem i przede wszystkim z zakurwistą świeżością, o którą można by podejrzewać jedynie debiutantów. Naprawdę, chylę czoła, bo w pewnym wieku wykrzesanie z siebie takiej ilości skumulowanej energii nie należy do zadań prostych. Panowie z Misery Index może poczuli drugą młodość, może nachlali się enerdżidrinków, może coś tam jeszcze – faktem jest, że jakoś tego dokonali, dzięki czemu prawie każdy (o tym za moment) kawałek na "The Killing Gods" to urywająca dupę petarda.

14 sierpnia 2014

Equinox – Auf Wiedersehen [1989]

Equinox - Auf Wiedersehen recenzja okładka review cover
Debiutancki krążek norweskich thrashersów niemal na dobre przepadł w mrokach dziejów. O kapeli wie niewielu, jeszcze mniej cokolwiek, kiedykolwiek słyszało, a fakt, że krążek wydano w nienajoczywistszym dla gatunku kraju, w czasach, kiedy na metalowej scenie działo się naprawdę wiele, choć niekoniecznie w thrashu, raczej nie ułatwił mu zadania. A szkoda, bo "Auf Wiedersehen" to naprawdę zabójczo dobry album, nie ustępujący na krok bardziej znanym wydawnictwom. Nieprzesadnie długi, bo trwający niecałe 40 minut, ale za to niesamowicie żywiołowo i agresywnie nagrany krążek kopie z mocą swoich starszych, amerykańskich kolegów z Bay Area, będąc przy tym nieco bardziej technicznym.

11 sierpnia 2014

Acheron – Kult Des Hasses [2014]

Acheron - Kult Des Hasses recenzja okładka review cover
Uczciwie przyznaję, że nie spodziewałem się już usłyszeć nowej muzyki z obozu Acheron. Przez dziesięć ostatnich lat Amerykanie mocno wyhamowali wydawniczo i generalnie niewiele się u nich działo — oprócz obowiązkowych zmian składu — więc miałem pełne podstawy przypuszczać, że długo już nie pociągną. Dlatego też na wydany jakiś czas temu "Kult Des Hasses" nie zwróciłem większej uwagi, bo z daleka zalatywało to łabędzim śpiewem, ewentualnie przedśmiertnymi drgawkami, na które przykro patrzeć. Zwątpiłem w nich, taka prawda. A tu, kurwa, niespodzianka! I to jak na razie największa w tym roku. Panowie kupili mnie już pierwszym riffem, który ma w sobie duuużo z "Leprosy", a to nie koniec atrakcji, bo później jest jeszcze lepiej, ale wciąż do bólu klasycznie, choć nie tylko za sprawą bezpośrednich wpływów Death.

8 sierpnia 2014

Embryonic Devourment – Reptilian Agenda [2014]

Embryonic Devourment - Reptilian Agenda recenzja okładka review cover
Spotkałem się z wieloma bardzo pochlebnymi czy nawet euforycznymi opiniami na temat tego zespołu i jego twórczości, toteż przy okazji "Reptilian Agenda", ich trzeciej płyty, postanowiłem osobiście je zweryfikować. Pierwsze przesłuchanie i co? Ktoś tu przesadza. Kolejne, bardziej wnikliwe przesłuchania – ktoś tu bardzo przesadza albo pomroczność jasna odebrała mu trzeźwy osąd. Owszem, ogólna charakterystyka Embryonic Devourment się zgadza – kolesie zapodają techniczny death metal, a instrumentalnie są całkiem sprawni. Ale, ale – wciąganie ich za uszy do czołówki gatunku to grube nieporozumienie, w dodatku niczym nieuzasadnione. Amerykanie obracają się w ramach stylu, jaki znamy z płyt przede wszystkim Spawn Of Possession, ale też Necrophagist (z "Epitaph"), Gorod czy nawet totalnie przereklamowanego Decrepit Birth, jednak od wymienionych zespołów — poza ostatnim — są przynajmniej o klasę-dwie słabsi.

5 sierpnia 2014

Testament – The Gathering [1999]

Testament - The Gathering recenzja okładka review cover
Amerykańscy weterani thrash’u, pomimo niezłej popularności, nie dorobili się w latach 80. XX w. statusu kapeli wpływowej, co było udziałem chociażby Metallicy, Slayera, Kreatora czy Sepultury. Na taki moment musieli naprawdę długo poczekać – aż do przełomu wieków. Świadomie czy nie, wybrali bardzo dobry moment, bo i materiał sprokurowali przełomowy. Co ważne – nie tylko dla siebie, gdyż bez większego deliberowania można skonstatować, że z pomocą "The Gathering" przewartościowali gatunek i przystosowali go do nowych, brutalnych czasów. Powiewem świeżości i przejściem na właściwe tory był już "Low", tendencję do radykalizacji oblicza potwierdził (przy pewnych ubytkach w finezji) wściekły "Demonic", zaś "The Gathering" jest już w pełni świadomie dopieszczoną syntezą co lepszych patentów z thrash i death metalu podaną w takim brzmieniu i zagraną z takim wykopem, że kolana miękną, a pęcherz — z wrażenia czy radości — przestaje trzymać.

2 sierpnia 2014

Ihsahn – Eremita [2012]

Ihsahn - Eremita recenzja okładka review cover
Ihsahn – posiadacz jednego z najcharakterystyczniejszych wokali na metalowej scenie – żyje i ma się całkiem dobrze. Jego pozycja w półświatku wydaje się niezachwiana i utrwala się z każdym kolejnym wydanym krążkiem. Przy okazji recenzji jednego z wcześniejszych albumów muzyka, napisałem, że "Eremita" – bohater dnia dzisiejszego – nie należy do tych, w których można się zakochać od pierwszego usłyszenia. Dzieje się tak nawet (a może zwłaszcza wtedy), kiedy podchodzi się do niego z pewnymi założeniami i oczekiwaniami. I jest to ciekawe, bowiem "Eremita" żadną rewolucją nie jest. Co więcej, brzmi jakby został nagrany wraz z "After", i tylko dla jaj wydany kilka lat później. Zachowały się niemal wszystkie elementy, nad którymi tak bardzo rozpływałem się wówczas, a zmiany, i to bardzo kosmetyczne, dotyczą zaprzęgnięcia większej ilości krewnych i znajomych.

29 lipca 2014

Dehumanized – Controlled Elite [2012]

Dehumanized - Controlled Elite recenzja okładka review cover
Zagorzali fani Dehumanized to mają przejebane, oczywiście o ile w ogóle tacy istnieją. Tyle lat czekać aż ich ulubieńcy zbiorą się do jako tako składnej kupy i sklecą wreszcie album z prawdziwego zdarzenia - to jest dopiero test na cierpliwość. Kto jednak wytrwał — lub, co bardziej prawdopodobne, dorwał krążek przez przypadek — ten na pewno z rozkoszą zagłębi się w krwawą sieczkę przygotowaną przez Amerykanów, bo to wzorcowy ochłap brutal death metalu z juesej. Jedni ze współtwórców typowego nowojorskiego brzmienia zaprezentowali się na "Controlled Elite" z jak najlepszej strony, zostawiając w tyle wiele popularniejszych tudzież lepiej reklamowanych nazw. Odczłowieczeni panowie władowali w ten 35-minutowy (bo tyle zostaje po odjęciu ciszy przed misternie 'ukrytym' kawałkiem) materiał dosłownie wszystkie charakterystyczne elementy gatunku, czyniąc album, w sensie muzycznym, cholernie przekrojowym i wyczerpującym zarazem.

26 lipca 2014

Mastodon – Once More 'Round The Sun [2014]

Mastodon - Once More 'Round The Sun recenzja okładka review cover
To aż nieprawdopodobne, że od wydania przełomowego dla Mastodon "The Hunter" minęły już trzy lata. Przez ten czas ta kapitalna płytka absolutnie nic dla mnie nie straciła ze swojej świeżości i ciągle słuchałem jej z taką samą podnietą, jak na początku. Jednocześnie zachodziłem w głowę, co też ciekawego muzycy zaproponują na kolejnym materiale, bo wszelkie zajawki — z 'High Road' na czele — brzmiały niezwykle obiecująco. Doczekałem się i przy pierwszej okazji włączyłem "Once More 'Round The Sun" do swojej kolekcji. Nie było tanio (Empik ssie), ale na pewno było warto! O nowym otwarciu i wielkim zaskoczeniu nie mogło być wprawdzie mowy — bo i po cholerę zmieniać coś, co się tak dobrze sprawdza — jednak porcja hitów w znanym stylu, jaką wysmażyli Amerykanie, powinna bez trudu zaspokoić apetyty nawet najbardziej wymagających melomanów.

23 lipca 2014

Hexenhaus - Dejavoodoo [1997]

Hexenhaus - Dejavoodoo recenzja okładka review cover
Chciałbym móc napisać, że takiej kapeli nie trzeba nikomu przedstawiać. Idę jednak o zakład o rękę, nie ryzykując wątpliwej przyjemności podcierania się łokciem, że niestety znakomita większość miłośników metalu nie tylko nie słyszała żadnego albumu, ale wręcz w ogóle nie słyszała o kapeli. Niosąc wiec dziarsko kaganek oświaty, postaram się nieco ten stan rzeczy zmienić. Hexenhaus to szwedzka kapela, która rozpoczęła swoją działalność w drugiej połowie lat 80-tych od speed/thrashowego krążka "A Tribute to Insanity". Krążek żadną rewelacją nie był, ale słuchało się go lepiej niż przyjemnie – ładnie bowiem łączył thrashową motorykę i feeling z mroczną teatralnością Mercyful Fate i King Diamond oraz niemałą dozą gitarowych zawijasów. Z czasem muzyka ewoluowała, dojrzewała, aż osiągnęła swój szczyt na opisywanym dziś "Dejavoodoo". Sporo zmieniło się od czasów pierwszego krążka, ba, sporo zmieniło się od poprzedzającego "Dejavoodoo" – "Awakening".

20 lipca 2014

Hysteria – When Believers Preach Their Own Hangman’s Dogma [2009]

Hysteria - When Believers Preach Their Own Hangman’s Dogma recenzja okładka review cover
Przykład takiego zespołu jak Hysteria boleśnie pokazuje, w jak głębokiej dupie są muzykujący podziemniacy w naszym kraju. Kapela właściwie znikąd, słabo znana, bez kontraktu z poważną wytwórnią i bez przyzwoitej dystrybucji, a na potrzeby swojego drugiego krążka potrafiła zadbać o taką produkcję, o jakiej większość naszej czołówki może najwyżej pomarzyć oraz oprawić krążek w bardzo estetyczne grafiki Setha. Dochodzi do tego poziom samej muzyki, który niejedną profesjonalnie działającą kapelę (już niekoniecznie z Polski) powinien zawstydzić. Z której strony by nie spojrzeć, to Francuzi napieprzają death metal w całości mieszczący się w ramach gatunku, który nie zawiera absolutnie niczego, czego byśmy wcześniej nie słyszeli setki razy, a jednak łatwo ich odróżnić od tysięcy innych grajków-brutalistów, bo wzorce mają mniej 'na czasie', a i uczucia jakby w tej sieczce więcej.