facebook

17 września 2014

Transcending Bizarre? – The Misanthrope’s Fable [2010]

Transcending Bizarre? - The Misanthrope's Fable recenzja okładka review cover
Naprawdę imponujący kawał roboty odwalili Grecy w ciągu owych dwóch lat pomiędzy krążkami. Postarali się o prawdziwego pałkera, poprawili brzmienie i realizację, zbrutalizowali i zmienili nieco klimat w kierunku groteski, Kinga Diamonda, tudzież opery. Nietrudno się domyślić zatem, że większość zmian wyszła muzykom na dobre. Ale po kolei. "The Misanthrope’s Fable" to wciąż stary, dobry Transcending Bizarre?, tym razem jednak jakby mniej w blacku, a bardziej w death metalu, co powinno ucieszyć kilka osób. Oczywiście nadal ogromną rolę odgrywają klawisze i rozmaita elektronika, wokale wciąż raczej są skrzekliwe, ale sporo temp poszło w death i to raczej intensywny i brutalny. Niemałą zasługę ma w tym temacie perkusista z krwi i kości, bo napierdala w zestaw naprawdę zacnie. W końcu brzmi to prawdziwie, organicznie i autentycznie.

14 września 2014

Tehace – Yearning For The Slime [2014]

Tehace - Yearning For The Slime recenzja okładka review cover
Kilka lat temu Tehace, obwołany którymś z kolei 'polskim Morbid Angel', miał robić za nową nadzieję polskiej sceny death. Gwarancją dobrej promocji i pewnego sukcesu była umowa z największym metalowym wydawcą w kraju. Nooo, ale wiemy, jakie mamy warunki i ile są warte są tutejsze obietnice. Rezultat był taki, że o zespole błyskawicznie słuch zaginął. W sumie historia jakich wiele, ale jeśli weźmiemy pod uwagę poziom wejherowskiej ekipy, to sytuacja staje się co najmniej niepokojąca. W każdym razie lata mijały. Chłopaki się zestarzeli i już jako panowie powracają z wydaną własnym sumptem płytą numer dwa, której nagrania rozpoczęli jeszcze w... 2011 roku. Jak więc widać, szczęście Tehace nadal nie dopisuje. Jedyne pocieszenie można znaleźć w tym, że kapela nie spuszcza z tonu i bez zarzutu wymiata ten morbidowski stuff.

11 września 2014

Decision D – Razón de la Muerte [1992]

Decision D - Razón de la Muerte recenzja okładka review cover
Tylko nie wczytujcie się zbyt głęboko w teksty, bo jeszcze spłynie na was łaska boska i dostaniecie kurzajek przy lekturze Behemotha. Tak się bowiem składa, że holenderski Decision D, poza graniem technicznego death/thrashu (na czym się dzisiaj skoncentruję), zabrał się za ewangelizowanie. Jeśli więc dostajecie torsji na samą myśl o chrześcijańskim metalu, proponuję prewencyjnie unurzać się w smole przy akompaniamencie najbardziej bluźnierczych kawałków Deicide przed przystąpieniem do słuchania. A warto, jak jasny skurwysyn warto. Debiutancki krążek Holendrów wart jest największych poświęceń, gdyż zawarta na nim muzyka po prostu rozjebuje. Krążek brzmi nie gorzej niż rodzimy Wolf Spider, opisywany ostatnio Obliveon, a nawet Death z podobnego okresu. Jest więc wszystko, czego wytrawny słuchacz technicznej muzyki mógłby kiedykolwiek potrzebować.

8 września 2014

My Dying Bride – Songs Of Darkness, Words Of Light [2004]

My Dying Bride - Songs Of Darkness, Words Of Light recenzja okładka review cover
Pierwszy kontakt z ósmym długograjem Brytyjczyków mógł zaskoczyć niejednego fana. Dwoma wcześniejszymi albumami My Dying Bride wprowadzili na powrót do swego brzmienia sporo brutalności, więc można było oczekiwać po nich dalszego radykalizowania muzyki. A tu niespodzianka – zero blastów, zero growli, a tempa najwyżej (prawie) średnie. Słowem: doom. Ciężki, ponury, dołujący, bardzo nastrojowy, utrzymany w klimacie smutku i zadumy. Materiał jest zwarty, trzyma cholernie równy poziom, a jego niewesoła atmosfera utrzymuje się całą godzinę – przez to może się wydawać bardziej monotonny niż jest w rzeczywistości. Otwierający płytę 'The Wreckage Of My Flesh' to całkiem spokojny walec, gdzieniegdzie tylko porozdzierany blackowym wokalem Aarona (właśnie takie wokale to jedyny naprawdę agresywny element krążka).

5 września 2014

Appalling Spawn – Freedom, Hope & Fury [1998]

Appalling Spawn - Freedom, Hope &  Fury recenzja okładka review cover
Skoro ostatnio jesteśmy w nieco cięższych klimatach, pozwolę sobie przedstawić wam czeską kapelę o wdzięcznej nazwie Appalling Spawn i jej pierwszy długograj "Freedom, Hope & Fury". Nieco ponad pół godziny porażającej nerwy sieczki w najlepszym stylu powinno zainteresować miłośników Cryptopsy, Gorguts oraz Demilich, choć nie zawiodą się także ci, którzy zwykle stronią a takich klimatów. Appalling Spawn nagrał bowiem krążek ciężki, maltretujący kichy niczym porządny kebab, a jednocześnie przemyślany, wielowymiarowy i ciekawy technicznie. Kilka lat temu opisałem na blogu (jedyne dotychczas) fenomenalne dzieło formacji Lykathea Aflame, której Appalling Spawn jest bezpośrednim poprzednikiem, a co za tym idzie – wiele elementów tworzących niepowtarzalny styl LA, ma swoje źródło właśnie w muzyce AS.

2 września 2014

Beneath – The Barren Throne [2014]

Beneath - The Barren Throne recenzja okładka review cover
Considered Dead to nie plantacja, toteż nie zamierzam owijać w bawełnę. Zawiodłem się na najnowszym krążku Beneath, bo chłopaki zaledwie utrzymali poziom poprzednika sprzed dwóch lat. Owszem, całkiem niezłego, ale... Ja w każdym razie liczyłem, że ostro ruszą do przodu, poprawiając to, co mi wcześniej nie pasowało. Tymczasem nie jestem przekonany, czy Islandczycy zrobili choćby jeden krok we właściwym — a przynajmniej pożądanym przeze mnie — kierunku. Na pewno nie rzucił mi się w uszy żaden element, w którym miałby dokonać się wyraźny progres. Powiedziałbym nawet, że wbrew zdrowemu rozsądkowi uwypuklili swoje niedoskonałości. Wystarczy spojrzeć na początek "The Barren Throne" – jako ołpenera panowie wrzucili jeden z dwóch najdłuższych — a każdy trwa przeszło siedem minut — kawałków.

29 sierpnia 2014

Origin – Omnipresent [2014]

Origin - Omnipresent recenzja okładka review cover
Albo rządowa propaganda ma zasięg międzynarodowy albo Polska naprawdę wybiła się na mityczną Zieloną Wyspę. No bo jak inaczej wytłumaczyć, że zespół klasy Origin trafia do naszej skromnej Agonii? Dotacją z Unii na rozwój obszarów wiejskich? Fakt, gwiazda Amerykanów ostatnio jakby lekko przygasła, ale bez przesady – wszak ciągle — i nie bez powodu — wymienia się ich wśród liderów brutalnego i technicznego do bólu death metalu. Tyle tytułem niepotrzebnego wstępu. Dupa tam, bardzo potrzebnego, bo każde zdanie jest tutaj na wagę złota, a to dlatego, że zasadniczy opis "Omnipresent" mógłbym (i chyba powinienem...) sprowadzić do zdania, którym deaf posłużył się już w recce "Entity" – ta muzyka się osłuchała. Tym jednym stwierdzeniem da się spokojnie zamknąć temat, ale z daleka głupio by to wyglądało. No to jedziemy dalej.

26 sierpnia 2014

Devin Townsend – Physicist [2000]

Devin Townsend – Physicist recenzja okładka review cover
Kolejny, jeszcze nie fantastyczny, ale na pewno całkiem udany, krążek kanadyjskiego wizjonera tym razem stawia na szybkość i dziką jazdę bez trzymanki. O ile dobrze kojarzę (a kojarzę całkiem, całkiem) tak bezpośredniego, nie bawiącego się w podchody krążka w dyskografii artysty nie było ani wcześniej, ani później, wiec powinni się nim szczególnie zainteresować fani bardziej punkowo-thrashowej strony Devina. Zawiedzeni będą natomiast ci, którzy w Devinie najbardziej cenią melodie i pojechane, surrealistyczne klimaty; na szczęście nie całkowicie zawiedzeni. Krążek rozpoczynają dwa, dość zwarte, głośne jak diabli i równie intensywne "Namaste" oraz "Victim". Utrzymane w ekspresowym tempie, nieco industrialnie brzmiące raczej nie należą do najlepszych kompozycji albumu, tym bardziej, że są dość do siebie podobne. Kolejny utwór "Material" to zwrot w stronę melodii i bardziej rockowej części jestestwa.

23 sierpnia 2014

Incantation – Dirges Of Elysium [2014]

Incantation - Dirges Of Elysium recenzja okładka review cover
Strasznie się napaliłem na ten krążek, bo okładka autorstwa Elirana Kantora jest naprawdę kapitalna, więc oczekiwałem czegoś równie ohydnego i posranego w muzyce. O dziwo, moje życzenia zaczęły się spełniać dość szybko, bo już przy okazji wybornego, lekko melodyjnego intra utrzymanego w zatęchłym klimacie Autopsy. Zapowiadało się zatem arcyciekawie. Kolejne minuty potwierdzają pierwsze wrażenie, bo w 'Debauchery' i 'Bastion Of A Plague Soul' muzycy Incantation napierają ile sił w podstarzałych kończynach – lunatycznie wręcz szybko, barbarzyńsko i chaotycznie. Za taki początek płyty wielu dałoby się pochlastać. Niestety, w 'Carrion Prophecy' napięcie wyraźnie siada, a to za sprawą dużo wolniejszego tempa, po które zespół sięga jeszcze później wielokrotnie. Ciężar się zgadza, ilość brudu na nutę również – miazga w starym stylu, tylko — co dawniej nie było problemem — trudniej skupić na niej uwagę.

20 sierpnia 2014

Obliveon – From This Forward [1990]

Obliveon - From This Forward recenzja okładka review cover
Dzisiejsza recenzja powinna zainteresować w szczególności wszystkich, a już na pewno wielbicieli takich aktów jak Sadus, Death bądź Nocturnus – czyli kultowego, amerykańskiego technicznego death/thrashu, bardziej lub mniej znanego. Obliveon amerykański nie jest, jeno kanadyjski (ale ni chuja wadą to nie jest i nigdy nie było) i jak na kanadyjskie kapele przystało – porypany jest konkretnie. Porypanie jest to dwojakiego rodzaju, bo in plus oraz in minus. Na pochwałę zasługuje niemal wszystko, więc zacznę od zjebki. Niemniej jednak będzie ona raczej krótka, bo powody są zasadniczo dwa, może nawet półtora, a są nimi dwa pierwsze kawałki albumu. Problem z nimi jest taki, że są słabe i to nie tylko w porównaniu z resztą krążka, ale w ogóle. Jeszcze "Fiction of Veracity" ratuje się jako całość, bo rozkręca się całkiem sensownie i w zadowalającym kierunku, o tyle tytułowy "From This Day Forward" kończy się wraz z końcem czwartego wersu.